(Tu powinno być zdjęcie puszki, ale nie ma. Uprasza się o uruchomienie wyobraźni)

Bezustannie znajomi pytają mnie, czy praca zdalna nie jest zbyt dużym obciążeniem psychicznym i jak sobie radzę z brakiem kontaktu ludźmi (wiecie, takimi, których można fizycznie dotknąć, chociaż zazwyczaj nie lubię dotykać innych). Otóż, radzę sobie wyśmienicie! Jeszcze kilka lat temu często mówiłam do męża: oszaleje sama w tym mieszkaniu! A dziś? Dziś twierdzę, że jest to   a r c y h i p e r s u p e r o w s k i e   rozwiązanie. Dlaczego? Nie dlatego, że dojazdy do pracy męczą, że mniej się wydaje na bilety, benzynę, ubrania i kosmetyki do makijażu. To wszystko jest prawdą, ale najważniejsze dla mnie jest to, że nie muszę oglądać zdenerwowanych ludzi. Zdenerwowanych z mojego powodu. Śpieszę z wyjaśnieniem.

Małe kurczaczki, paróweczki i szczepioneczki

Nie przeszkadza mi, że ktoś głosuje na PO czy na PiS, nie przeszkadza mi, że ktoś głosuje na Wiosnę, nawet nie przeszkadza mi, kiedy ktoś deklaruje miłość do SLD (chociaż zrozumieć tego nie potrafię). Nie przeszkadza mi, kiedy ktoś kupuje parówki z małych kurczaczków i jajka od kur z chowu klatkowego. Nie przeszkadza mi, że ktoś woli mieć psa, a nie dziecko. Rozumiem nawet tych, którzy na spędzenie wakacji wybierają zapyziałą wioskę w lubelskim. Rozumiem, że ktoś lubi disco polo. Rozumiem tych, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci. Nie przeszkadzają mi parawany na plaży, ani skarpetki w sandała. Powaga.

Ta, co zabiłaby kurę siekierą!

Ale innym przeszkadza wiele. Przeszkadza to, że konsekwentnie, od lat, głosuje na konserwatywnych liberałów. Przeszkadza, że lubię mięso, zwłaszcza z młodych zwierzaków. Przeszkadza, że byłabym w stanie zabić kurę siekierą, gdyby zaszła taka potrzeba. Przeszkadza, że człowieka stawiam wyżej niż zwierzaka.

Mówią: jesteś głupia, bo marnujesz swój głos oddając go na Konfederację! Jesteś głupia, bo wierzysz, że połączony plemnik z jajem to dziecko!  Jesteś głupia, bo zamiast zachwycać się polską przyrodą latasz po tych Dubajach i Izraelach! Jesteś głupia, bo kupujesz książki, a są biblioteki!

Mogłabym tłumaczyć, że całkiem inaczej się czyta, kiedy się książkę samemu posiada, albo że bez wolności gospodarczej nie ma wolności politycznej, albo że Jezus był fajnym gościem!

Zapuszkowałam się zatem. Nie wychodzę ze strefy komfortu. I nie wyjdę.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *